Śruby

Wracając do domu przechodzę po klatce i pod drzwiami znowu stoi jakieś znalezisko ojca. Tym razem zepsuta pralka. Wygląda niesamowicie szpetnie tuż obok wejścia, ale on się tym w ogóle nie przejmuje. Jeśli mi zasugeruję, żeby to schował na bank odpowie coś w stylu „a cóż to”. Także nawet nie podejmuję rozmowy i tylko klnę w duchu. Idę dalej. Wchodzę do mieszkania, a tam co? Jakaś wielka reklamówka na środku i mama wyjmująca z niej co chwilę jakieś ubrania. Wyjmuje, ogląda, mierzy, odkłada i tak w kółko. Pytam: „co to?”, ona na to: „a dostałam od znajomej, zobacz może coś fajnego znajdziesz”. Myślę sobie – tak, jasne, zwłaszcza, że rzeczy pozbyła się jakaś starsza kobieta, która obok dobrego gustu nawet nie leżała. Ale ok., nie ważne, idę dalej, tym razem do kuchni. A tam na środku rozłożone gadżety ojca. Znów coś naprawia, walają się jakieś śruby i kawałki plastiku, a po tym wszystko biega pies rozwalając wszystko po całej kuchni. Co mogę w takiej sytuacji zdziałać? Stwierdzam, że nic i znów rzucam parę przekleństw pod nosem. Tym razem idę do swojego pokoju. Widać, że ktoś tu był. Za moment okazuje się, że  siedziano na moim komputerze, znów nie chce się włączyć, a jak się to w końcu udaje, to dochodzę do wniosku, że z pulpitu zniknęła połowa folderów. Znów przeklinam pod nosem i zaczynam myśleć o tym, jak to będzie kiedy wrócę w końcu do akademika.

This entry was posted in Budownictwo, Inne and tagged . Bookmark the permalink.